Rozmowa Kattela z Nimue
Część transmisji 22/10110

Kattel - Moglem go uratowac.
Nimue - Kattel…
Przygladam mu sie.
Kattel - Tak jak wtedy w Orleanie, kiedy mielismy szanse i ja zmarnowalismy.
Nimue Zaciskam piesci.
Kattel Przecieram oczy, robie to co pare minut.
Moze czesciej.
Nimue - W Orleanie…to byla moja wina
- Moglam cie powstrzymac.
- Zawolac…
Kattel - Nie posluchalbym.
- Wiem o tym.
Nimue - Ja…jednak i tak moglam sprobowac.
- Rozumiem, co czujesz w sprawie Snydera.
- Kiedys bylam w takiej samej sytuacji.
Spogladam przed siebie.
Kattel - Rozumiesz?
Nimue - Przez moja chciwosc zginal ktos mi bardzo drogi.
- Ta osoba byla dla mnie kims, takim jak Snyder.
Kattel - Nie wiesz, kim Jack byl dla mnie przez wiele lat…
- Prawda?
Nimue - Przybranym ojcem?
Kattel Milkne na chwile.
Nimue - Kims, kto wyciagnal cie z dna
Kattel - Mozna tak powiedziec.
- Gdyby nie on, zalamalbym sie po smierci rodzicow.
Nimue - I dzieki niemu, jestes tym, kim jestes.
Unosze wzrok.
Kattel - W duzej mierze dzieki niemu.
Nimue - Wiec, mozesz przyjac, ze cie rozumiem.
Spogladam na ziemie.
Nie lubie wspominac smierci Sabine.
Kattel - Wiec tobie tez… cos takiego sie zdarzylo.
Nimue Zaciskam piesci.
- Dawno temu.
Kattel - Nie musimy o tym mowic — dodaje szybko.
Nimue - Pracowalam wtedy jako najemnik.
- Moj przyjaciel poprosil mnie o pomoc.
- nagroda miala byc bardzo duza.
Milcze chwile.
- Niestety, to byla pulapka.
- Ktos nas zakapowal i …przez to zlecenie zabili moja matke.
Kattel Mrugam i mocniej sciskam splecione dlonie.
- Nie moglas o tym wiedziec…
Nimue Mrugam kilkakrotnie.
- Byc moze.
Kattel Znowu przecieram oczy.
Nimue - Wiec skad Ty mogles wiedziec, ze Hira porwie Snydera?
- I ze tak to sie skonczy?
Kattel - Kiedy Hira wyskoczyl z ognia.
- To byl ten moment, zeby zareagowac.
- Odepchnac Snydera zamiast samemu odskoczyc.
- Zaslonic go.
- Zrobic cokolwiek.
Nimue - Snyder byl pod wplywem narkotykow.
Kattel - Zamiast strachu o wlasne zycie.
- Myslalem, ze po tym, co przeszlismy, co sie stalo w Orleanie…
Nimue Patrze na niego.
- Gdy umarla Sabine…tez tak myslalam.
- ze gdy bede miec wybor nie bede myslec o sobie.
Kattel - …ze bede umial poswiecic siebie, kiedy bedzie trzeba.
Nimue Patrze na Kattela.
Kattel Milkne, gdy okazuje sie, ze oboje powiedzielismy to samo.
Odwzajemniam spojrzenie Nimue.
Nimue - Ale poswiecic siebie nie jest tak latwo.
- jak myslalam.
Kattel - Ciesze sie… z tej jednej rzeczy.
- Sama wiesz, z jakiej.
Nimue Robie krok do przodu.
- Cieszysz sie?
Kattel - Ze jest ktos, kto to rozumie.
Nimue Usmiech.
Kattel - Pytanie brzmi…
Nimue - Tak?
Kattel - Jezeli ktores z nas stanie przed wyborem.
- Ocalic innych albo poswiecic…
Nie koncze.
- Co wtedy.
Nimue - gdy bedzie sie jezyczkiem u wagi…
Wzdycham
Kattel - Co powiedzialas? — nagle staje sie bardzo spiety.
Nimue Patrze lekko zaskoczona.
- Nic takiego.
- Ktos mi to kiedys powiedzial bardzo dawno temu.
- Wraacamy do reszty?
Kattel - Dobrze.
Wracamy.
Nimue Kiwniecie glowa.