Rozmowa Yukashiiego z Gavrielą Kay
Część transmisji 2/10
| MG_BJ | Natomiast Gavriela odebrala od razu i zanim zdazyles cokolwiek powiedziec, powiedziala bez ogrodek: - Zdajesz sobie sprawe, ze ty i twoi kolesie wdepneliscie wczoraj wieczorem w gowno? |
| Yukashii | - Co ty nie powiesz? |
| MG_BJ | - Boadolerno jest wkurzony, chce waszych glow. Boadolerno to jeden z szefow nowoorleanskiej Mafii. |
| Yukashii | - Co jemu do tego? |
| MG_BJ | - Powiedzial, ze zadne luzaki nie beda mu sprzataly ludzi w robocie – parska ironicznie. |
| Yukashii | - Rozwin mysl, slonko. Nie kumam po dlugiej nocy. |
| MG_BJ | - Wczoraj. Wieczorem. Niejaki James Verigo. - Weszliscie i sprzatneliscie dwoch ludzi, ktorzy szukali pieniedzy nalezacych do Boadolerno. - Verigo probowal go wykiwac, a Paolo — to imie Boadolerno — nie lubi byc kiwany. - A wtedy zjawia sie bohaterska kawaleria Bikavera — parska ironicznie. |
| Yukashii | - Mam dla niego superwiadomosc – Verigo wyzional ducha - Wiec niepredko cokolwiek splaci - O jakiej kasie mowimy? |
| MG_BJ | - To jest nieszczegolnie istotne. Nie chodzi o sume, chodzi o fakt. - Tak, wiem, ze wyzional ducha – kolejne parskniecie. – Bo go dopadli jeszcze w domu. |
| Yukashii | - Fakty sa takie, ze “ludzie w robocie” nie mieli pierdolonych metek na czole, a Cade bywa nerwowy… - Zwlaszcza jak niedostaje kasy |
| MG_BJ | - Nic na to nie poradze. Mogliscie najpierw zapytac. - Wiec albo dobrze sie ukrywajcie przez najblizsze miesiace, albo wyjedzcie z miasta. Albo cos wymyslcie. – Koniec polaczenia. |
| Yukashii | - Ani ja. - Jestem gotowy do oficjalnych przeprosiny i odpracowania poniesionych przez pana Boadolerno strat - Mysle, ze skorzysta na tym wiecej niz na mojej uroczej glowie nad kominkiem |
| MG_BJ | Rozlaczyla sie, zanim zdazyles to powiedziec. Ale mozesz oczywiscie przekazac wiadomosc. |
| Yukashii | Super |